Poważnie i w kierunku finału - oceniamy piąty tom "Locke and Key"


[RECENZJA] Hill / Rodriguez - Locke & Key. Wskazówki (tom 5 z 6) / Taurus Media 

Teraz to już otwarta walka, rzeźnia - ja kontra komiks. Szukam słabości, by zaatakować, wbić sztylet (znaczy szpilę). Szukam potknięć, czegoś co mógłbym nazwać "zawodem"... 

Nie ma. Nie istnieją. Jestem zgubiony. 

A tak na serio - to czytałem właśnie piąty, przedostatni tom "Locke & Key" i mogę tylko pokiwać głową - nadal jest wybornie i, jak można się było spodziewać, nadal zaskakująco. 

Daje się wyczuć zbliżającą się kulminację, a także  jesteśmy już tak mocno zżyci z bohaterami, że drżymy na myśl o ich bezpieczeństwie (nawet nie tyle fizycznym, co duchowym). A ta więź z rodzeństwem Locke'ów to oczywiście zasługa świetnego ich przedstawiania. No i trochę szkoda, że to już prawie koniec. Bardzo chcę poznać finał, ale jednocześnie żal mi tego obcowania z dziełem. Niesamowite uczucie. 

Pozwólcie, że piąty tom przedstawię w oparciu o kilka płaszczyzn. Bo dzieje się dużo, emocji jest sporo, ale coś muszę wybrać, bo mógłbym pisać i pisać. 

Niech będą więc te trzy rzeczy. 

Perfekcja w ukazaniu szaleństwa - nie dość, że obrazowo, że bezpośrednio, to jeszcze konsekwentnie i logicznie, w oparciu o wszystko to co już wiemy. Takie podejście do "wariowania" sprawia, że aż nas boli to, co spotyka bohaterów. No i ten absolutny brak jakichkolwiek ograniczeń. W tym komiksie wszystko jest możliwe - a podano to w taki sposób, że pomimo występującej warstwy nadnaturalnej - bardzo łatwo można uwierzyć w to co widzimy w kadrach. 

Wycieczki w czasie - by w pełni ukazać korzenie całej historii. Świetnie zrealizowane - stylizowany język, detale ubrań i temu podobne, a nade wszystko - satysfakcjonujące. Fajnie rozbudowują całą mitologię opowieści i wzbogacają świat przedstawiony. Poznajemy odpowiedzi na wiele pytań, na ukazane wcześniej sprawy jesteśmy w stanie spojrzeć z innej perspektywy - a to zachęca do ponownego sięgnięcia po tomy 1-4, by sprawdzić, czy wszystko pasuje. 

No i ukłon w stronę Samotnika z Providence, pomijając rzecz jasna samą nazwę miasteczka, gdzie ulokowano akcję komiksu. Jakoś pominąłem ten fakt, biorąc go za "easter egg", a tymczasem "nienazwana groza" wychyla swój plugawy łeb. Mniam. 




Tom piąty to chyba najsmutniejszy i najbardziej poważny fragment - oczywiście nadal pojawiają się charakterystyczne humorystyczne momenty, ale czuć napięcie i ciężar stawki. 

Generalnie - patrząc na całość - chyba najbardziej podoba mi się w "Locke & Key" nie tyle komiksowość i perfekcyjne użycie wszystkich chwytów sztuki dymków i kadrów, co po prostu solidność historii. Każdy najdrobniejszy detal pasuje jak ulał - tu odpowiadam na pytanie postawione nieco wcześniej. To świetnie zaplanowany i solidnie naoliwiony mechanizm - i tutaj wielkie pokłony dla Joe Hilla. Fajne jest też logiczne wyjaśnienie "magicznych" elementów. Jestem pod ogromnym wrażeniem ogromu wizji, ale także przejrzystości. Żadnego "deus ex machina" nie musimy się obawiać. 

O zabawach formą, o absolutnej kontroli nad przekazem graficznym przez Gabriela Rodrigueza można by pisać bez wytchnienia. Na bank nagram jakiś podcast o tym, w jaki niesamowity sposób ten gość operuje rysunkami. Jestem oczarowany i długo jeszcze będę wychwalał tego artystę. 

Panowie działają w całkowitej symbiozie - dostarczając jeden z najlepszych komiksów jakie kiedykolwiek dane mi było czytać. Bez dwóch zdań. 

Powtórzę się - jeśli jesteście tu po raz pierwszy, mając na myśli, że jeszcze nigdy nie czytaliście "Locke & Key" - to nawet nie szukajcie recenzji poprzednich tomów. Po prostu zdobądźcie tom numer jeden (i koniecznie pozostałe pięć) i siadajcie do lektury. W ciemno. Zaufajcie mi. Piszę to jako "nawrócony" niewierny. Byłem jak Wy - wątpiłem 😉. Bądźcie ode mnie lepsi. 

Teraz już wszystko jest dobrze i już za moment zabieram się za finałowy album. Do zobaczenia w Lovecraft 👌. 





Oczywiście wielkie dzięki dla wydawnictwa Taurus Media, za udostępnienie egzemplarza komiksu do recenzji. Plus jest jeszcze jedna rzecz, której bym sobie życzył - i po wymianie zdań z wydawnictwem nie jest to wykluczone - zbiorczy tom "Locke & Key" w powiększonym formacie i twardej oprawie. Byłoby pięknie. 


/#Szeptun_XIII 

Komentarze

Popularne posty