POMOCNICY SHERLOCKA HOLMESA - recenzja komiksu "Czwórka z Baker Street"
Wydawnictwo Egmont podrzuciło nam kilka komiksów, a mi dostała się "Czwórka z Baker Street". Tom 1 - niestety. Czemu, niestety? Bo, już teraz chcę przeczytać resztę.
Ta krótka opowieść z cyklu nosi tytuł "Tajemnicze porwanie" i jest historią o grupie dzieciaków z ulicy, które od czasu do czasu pomagają Sherlockowi Holmesowi w śledztwach. Mają to szczęście, że są pojętne, więc w trakcie wypełniania małych zleceń dla największego detektywa wszech czasów, łapią to i owo. I z powodzeniem wykorzystują te umiejętności, gdy ukochana jednego z nich zostaje porwana przez bandytów. Wyobraźcie sobie typową historię o ratowaniu księżniczki, a potem przeciągnijcie ją przez brudne rynsztoki wiktoriańskiego Londynu, dodajcie trochę dziecięcej beztroski i postawcie historię na głowie - tak to mniej więcej wygląda.
Szczerze mówiąc - patrząc na okładkę i pierwsze dwie, trzy strony miałem wrażenie, że to komiks raczej dla dzieci i nie zainteresuje mnie szczególnie. Jednakże, pomimo względnie prostej fabuły, dotyka on pobieżnie, bo pobieżnie, ale ciężkich tematów. Sama akcja jest wartka, ledwo poznajemy bohaterów, a już znajdujemy się w ciągu wydarzeń. Ciężko nawet zorientować się, kiedy polubiliśmy bohaterów na tyle, by kibicować im w ich misji. Może to przez fakt, że Billie, Charlie i Czarny Tom to wesoła paczka łobuziaków, z którymi ciężko nie sympatyzować.
Komiks, przynajmniej tom pierwszy, jest króciutki. Zajął mi jakieś czterdzieści minut, a to i tak przeciągając (zaraz powiem czemu). Jednakże w trakcie tego, tak krótkiego czasu, zdołałem się przekonać, że każdy z dzieciaków kryje w sobie jakąś głębię. To, jak okruszki rzucone tu i tam. Niby niewinne, ale pozwalają się domyślać pewnych historii. Niech was nie zwiedzie okładka - to komiks tak dla dzieci, jak młodzieży i dorosłych.
I na koniec - najlepsze. Rysunki. 56 stron tej książeczki da się łyknąć w 20 minut. Drugie tyle, spędziłem gapiąc się na każdą klatkę z osobna, ciesząc oczy tym, jak Londyn został przedstawiony. Dzięki tym kadrom, mamy wrażenie, że miasto samo w sobie jest postacią, która gra równie ważną rolę w historii, co każdy z bohaterów. Jeśli się skupicie, poczujecie jakbyście przechadzali się ulicami jednego z najważniejszych miast epoki wiktoriańskiej. Właściwie, żaden przechodzień nie jest taki sam, bardzo rzadko mamy tu postacie, które robią za "tło", a i wtedy każda ma coś... swojego w wyglądzie. Równie dobrze, na następnej stronie, kobieta w barze, z pozoru nieważna, może okazać się jedną z postaci w historii. Nie ma znaczenia, jak dużą rolę odgrywa. Grunt, że autorzy wyrywają z otoczenia element "tła", sprawiają, że świat przedstawiony jest ciekawy i buzuje życiem. Na ścianach wiszą plakaty, tabliczki z adresami, szyldy lokali, ogłoszenia... Jeśli miałbym wybrać jeden powód, by przeczytać ten komiks - to właśnie rysunki.
Sumując - jeśli lubicie Sherlocka, epokę wiktoriańską, czy historie o wesołych urwisach - bierzcie się do czytania. Naprawdę warto, z czystym sercem polecam.




Komentarze
Prześlij komentarz